PANI W.

HomeO mnieKontakt
 
Podróże z dziećmi - atrakcja czy udręka?
August 2nd, 2019 10:32 pm     A+ | a-

 

Ten tekst powstawał długo... Na początku miał być to opis jednej z naszych podróży, która zakończyła się kompletną klapą. Jednak po jakimś czasie doszły doświadczenia z kolejnej wyprawy gdzie trochę już byliśmy mądrzejsi i postanowiłam to połączyć w całość. Mam nadzieję, że choć paru osobom pomoże to w przyszłym planowaniu i zaoszczędzi wielu przykrych niespodzianek. 

Zacznę od wyjazdu "zimowego".

 
Listopad 2018


W drodze do Szklarskiej Poręby...

Już kolejny rok (może oprócz ubiegłego) wybraliśmy się na krótki urlop w dosyć nietypowym czasie. Końcówka listopada czy początek grudnia nie jest może zbyt popularnym terminem na tego typu wypady ale od wakacji minęło trochę czasu i postanowiliśmy się na chwilę oderwać od codziennych obowiązków i pracy. Dwa lata temu w podobnym okresie byliśmy w Berlinie a 3 lata temu w Rzymie. Tylko wtedy nie mieliśmy dzieci.

Często nasze wyobrażenia o tym jak wygląda podróż z dzieckiem nijak mają się do rzeczywistości. Pan W. twierdzi, że naczytałam się zbyt wielu blogów podróżniczych gdzie wiele rzeczy wydaje się całkiem proste. Tu może ma trochę racji. Dużo czytam o podróżach z dziećmi i zawsze podziwiałam ludzi, którzy nawet z niemowlakami latają na drugi koniec świata. Tyle, że w różnych tego typu relacjach o wielu rzeczach się nie mówi. Widzimy piękne zdjęcia, uśmiechnięte dziecięce buzie i czasem można nabrać przekonania że tak właśnie to zawsze wygląda. Wydaje mi się, że trudnych momentów nikt tak chętnie nie opisuje.

Z jednej strony już parę wypadów z dzieciakami zaliczyliśmy i w większości przypadków dobrze je wspominamy. Jednak tym razem nie był to najlepszy pomysł i bardzo szybko zaczęliśmy z Panem W. marzyć o powrocie do domu. Nadarza się teraz niezwykła okazja by nauczyć się czegoś na naszych błędach. A zacznijmy od podstawowej sprawy: 

Półtoraroczne dziecko (a tym bardziej dwójka dzieci) nie zawsze się nadaje na jakiekolwiek wyprawy. U nas to był okres, kiedy absolutnie nic im nie pasowało. Wsiadanie do samochodu zawsze poprzedzało wyrywanie się i szarpanie. W podróży ciężko im było wysiedzieć w miejscu i dużo marudzili (choć zawsze do jazdy samochodem wybieraliśmy porę spania). Jednak to co ich najbardziej doprowadzało do szału, to ubieranie w grube, zimowe kombinezony, czapki, rękawiczki... o butach już nie wspomnę. Jakiekolwiek wyjście na spacer było okupione wielką walką i gonitwą za uciekającymi w różne strony bliźniakami, którzy później z kolei nie chcieli wracać z powrotem do domu. Na koniec batalia o zdjęcie zimowych ubrań bo akurat po przyjściu do domu bardzo chcieli je na sobie nosić. I tak przez cały czas. Wszystko na NIE.

Teraz dochodzimy do przykładów na to co może jeszcze pójść nie tak i co chciałabym poradzić podróżującym rodzicom.


1. Wybieraj miejsca przystosowane dla dzieci. 

Wybraliśmy się całą naszą czwórką najpierw do Wrocławia odwiedzić znajomych a później do rodziny w Świeradowie. Mimo, że wszyscy byli przygotowani na mały armagedon to i tak ich mieszkania nie były przystosowane do tak małych dzieci i przez cały pobyt biegaliśmy za chłopakami, którzy chcieli wszystko wziąć do ręki i otwierać wszystkie szafki. Tłumaczenie, że "nie wolno" oczywiście w ogóle jeszcze nie działa na tym etapie. Jedynym momentem, w którym mogliśmy z Panem W. spokojnie zjeść jakikolwiek posiłek, było oglądanie bajek. Nie jestem zbyt dumna z takiego rozwiązania ale już nie mieliśmy siły. Kwintesencją całego pobytu była sytuacja, kiedy przed wyjazdem byłam przez moment z bliźniakami sama i jeden z nich wyciągnął z szafki słoik z ogórkami i rozbił na środku kuchni. Kiedy wygoniłam ich z kuchni w pośpiechu zbierając szkło, pobiegli do innego pokoju i z dużego regału pościągali płyty CD. Tyle ile zdążyli... 
Na szczęście potłuczony słoik był jedyną konkretną stratą wśród sprzętów naszych gospodarzy. Wszyscy, u których się zatrzymaliśmy byli przemili i wyrozumiali ale i tak myślę, że przybyło mi przez cały pobyt co najmniej parę siwych włosów.

2. Wybierz odpowiednią porę roku.

Przełom listopada i grudnia nie jest najlepszą porą na podróże z dziećmi po Polsce. O ile jeszcze w górach nie było źle bo spadł śnieg, który był sporą atrakcją to niestety we Wrocławiu było w tym czasie deszczowo i nieprzyjemnie. Na samą myśl o ubieraniu dzieciaków od razu odechciewało nam się jakichkolwiek wyjść z domu.
Największy zimowy koszmar przeżyliśmy w Szlarskiej Porębie. Wybraliśmy się do Parku Dinozaurów, gdzie przez jakiś czas było całkiem miło - oglądaliśmy dinozaury a potem chłopaki trochę bawili się w śniegu i drewnianej lokomotywie. Nie wiadomo co spowodowało nagłą histerię. Czy to, że rękawiczka spadła i nasypało się trochę śniegu, czy to, że nadeszła pora na szybką zmianę pampersa? Tego nigdy się nie dowiemy... Mimo, że dosyć szybko znaleźliśmy toaletę z przewijakiem gdzie było nawet odrobinę cieplej niż na zewnątrz to i tak krzyki jednego z naszych bliźniaków towarzyszyły nam już do końca wycieczki. Wydaje mi się, że jeżeli trafilibyśmy tam w cieplejszej porze, byłoby dużo łatwiej. 

 







 
Jak widać, na zdjęciach wszyscy są zadowoleni i uśmiechnięci. Mogłoby się wydawać, że to była naprawdę udana wyprawa...

3. Dzieci muszą się wyszaleć.

Podróże w których dzieci spędzają większość czasu w samochodzie lub zamkniętym, niezbyt dużym pomieszczeniu nigdy dobrze nie wróżą. Jeżeli pogoda nie pozwala na bieganie po świeżym powietrzu i placach zabaw to trzeba zaplanować dla nich inne atrakcje. W tej sytuacji strzałem w dziesiątkę było w naszym przypadku Afrykarium we Wrocławskim ZOO. Wiadomo, że chłopaki również byli dość uciążliwi i próbowali zwiedzania w zupełnie różnych kierunkach ale widać było, że są wszystkim bardzo zainteresowani. Z resztą nie tylko dla dzieci jest to dobra zabawa bo nam też bardzo się podobało więc wizytę w tym miejscu można zaliczyć do udanych. Na dodatek, chłopaki po wyjściu z ZOO dosłownie padli i bardzo długo spali (co na wyjazdach jest często problematyczne). 
 





ZOO - Afrykarium, Wrocław.
 
Podsumowując, mimo dobrych momentów i naprawdę życzliwych ludzi, byliśmy razem z Panem W. wykończeni tym całym wypadem. Czy to oznacza, że nie warto podróżować z małymi dziećmi? Absolutnie nie! Trzeba po prostu wybrać odpowiedni czas i miejsce. 
Po przyjeździe do domu byłam przekonana, że nie chcę już nigdzie z nimi jechać przez co najmniej 10 lat. Jednak długo nie wytrzymaliśmy i parę miesięcy później ruszyliśmy w następną, krótką podróż do Warszawy. Ta wyprawa udała się bez porównania lepiej.

 
Warszawa - kwiecień 2019
 
 

 
Co się zmieniło od ostatniego razu? Między innymi to, że chłopaki (prawie 2 letni) już nie reagowali tak nerwowo na podróż samochodem i bez problemów już do niego wsiadali. Po prostu samo im to przeszło. Poza tym, był to krótki dystans bo do Warszawy jedzie się od nas ok. 1,5 godziny. Dodatkowo, pogoda była piękna i nie trzeba było ich ciepło ubierać. Komfort podróżowania nieporównywalnie się poprawił.
 

Spacer w Lesie Kabackim

W Warszawie dużo czasu spędzaliśmy ze znajomymi, na placach zabaw albo spacerach. Tylko tyle i aż tyle.
Chłopaki dużą część swojej energii mogli wybiegać i nie robili już takiej demolki wszędzie. Mimo, że kolejny raz zatrzymaliśmy się u znajomych, którzy nie mieli mieszkania specjalnie przystosowanego do małych dzieci, my byliśmy lepiej przygotowani! 

 



 
Jednym z lepszych pomysłów było ofoliowanie niektórych mebli! Nie było już problemu z rozrzucaniem różnych przedmiotów dookoła. Na dodatek chłopaki dłużej potrafili się skupić na książeczkach i zabawkach więc nie plądrowali już wszystkich szafek (choć czasem jeszcze próbowali szarpać za telewizor lub wchodzić na stół).
 

Najważniejsze było to, że większość czasu spędzaliśmy na zewnątrz. Co prawda nie zwiedzaliśmy samej Warszawy i nie jeździliśmy w najbardziej atrakcyjne miejsca ale nie było to w ogóle potrzebne. 
Jednego dnia wybraliśmy się na bulwary nad Wisłą, koło Centrum Nauki Kopernik gdzie wszyscy bardzo miło spędziliśmy czas. Dzieci obserwowały z uwagą różne przepływające łódki, bawiły się w piasku i skakały na małych trampolinach (przy czym dorośli też czasem nie mogli się powstrzymać). Bardzo polecam! 
Poza tym, sama podróż metrem również była dla chłopaków nie lada atrakcją. 

 
 





 
Jedyne na co mogłabym narzekać, to bardzo długie usypianie chłopaków. W nowych miejscach mają problemy z zaśnięciem a teraz trwało to jeszcze dłużej. Zabierało to bardzo dużo czasu i nerwów. Jednak ogólne wrażenia po pobycie w Warszawie mamy bardzo pozytywne. 

W następną, dłuższą podróż wybraliśmy się na Mazury, gdzie bliźniaki tak nam się rozbrykały, że trudno było za nimi nadążyć... ale o tym już w następnym wpisie!  

 






 
No comments posted...
Leave a Comment
* Name
* Email (will not be published)
*
* Enter verification code
* - Reqiured fields
 
Older Post Home Newer Post
                                                                                                                                                                                                                             
Pani Walczak Pani Walczak Pani Walczak Pani Walczak
Mazury 2019. Ełk - Radzie - Giżycko
Podróże z dziećmi - atrakcja czy udręka?
Ptasie Radio 2
Ptasie Radio - początek.
Beskid Żywiecki - wrzesień 2018
Mazury 2018 - Złota Wójtówka
Tatry dla początkujących
Spacer po Zgierzu
"Stachuriada" - plakat.
Pierwsze wakacje z bliźniakami
Kącik dla bliźniaków
(Narko) Szydełko
Listopadowy Berlin
"Zaćmienie" - Paleta.
Jaki kolor ma morze?
Pani W nad polskim morzem
Lato - Pejzaż malowany Ziemi Łódzkiej.
Rowerem dookoła Zalewu Sulejowskiego
Jak to się robi? Część 2: Linoryt
Beskid Mały: Drwale i jaskiniowcy.
Wystawa Stowarzyszenia Artystów "Młyn" we Włocławku
Smreczyński
Jak to się robi? Część 1: Skarpetki
Słoiczkowy upgrade
Epic Love
ROMA (04-06.XII.2015)
Mountains Lover
Jak zorganizować wesele... i nie wydać fortuny
Ekspresji i liryki ciąg dalszy
Tatry Zachodnie 4-6.IX.2015
Beskid Niski (2014) czyli...
Viva L'Italia! Part 2
Dzień w którym zostałam Panią W. (27.06.2015)
Viva L'Italia! Part 1