PANI W.

HomeO mnieKontakt
 
Pani W nad polskim morzem
August 29th, 2016 5:41 pm     A+ | a-


Ci, kórzy mnie lepiej znają, wiedzą, że nad morze nigdy nie było mi po drodze. Zawsze wolałam aktywny wypoczynek w górach, możliwie jak najdalej od dzikich tłumów (choć coraz trudniej znaleźć takie miejsce w szczycie sezonu). Poza tym, wiele nasłuchałam się o gigantycznych korkach na autostradach, o tym, że nad morzem drogo, zimno a plaże zastawione parawanami. Mało zachęcająca wizja urlopu.

Jednak góry muszą na mnie jeszcze trochę poczekać (kiedy noga zupełnie mi się zagoi). A tymczasem Eliza wyciągnęła mnie nad morze. Bo tak naprawdę dlaczego nie spróbować? Może się przecież okazać, że nie będzie aż tak źle i może nawet człowiek się trochę opali. Z tym umiarkowanie optymistycznym nastawieniem ruszamy w drogę, choć przygotowane jesteśmy na każde warunki pogodowe. Kupiłam nawet na tę okazję kalosze (które szczęśliwie się nie przydały). 
Najważniejsze aby w każdej sytuacji znaleźć pozytywy! 

Postaram się nieco opowiedzieć o
 blaskach i cieniach wczasów nad polskim morzem.
Zacznę od mojej ulubionej formy spędzania wolnego czasu... i nie będzie to historia o leżeniu na plaży i opalaniu się. Takie rzeczy to nie nad Bałtykiem.

 
Spacery, pejzaże i zachody słońca.
 

 
Opcja idealna dla wszystkich, którym pogoda nie dopisała.
Pójść na spacer brzegiem morza można zawsze (czasem trzeba się tylko cieplej ubrać) i jest to szalenie relaksująca czynność. Poza tym, wszyscy twierdzą, że to dobre dla zdrowia. Wdycha się świeże morskie powietrze a piasek i kamyki w naturalny sposób masują nasze stopy. Na dodatek, można zrobić przy tej okazji całą masę pięknych zdjęć. Ja osobiście byłam oczarowana kolorami morza, chmur i efektami, które potrafi stworzyć zachodzące słońce. Wszystko to potrafi zmieniać się z minuty na minutę bo pogoda nad Bałtykiem bywa bardzo dynamiczna. Wtedy taka Pani W biega po plaży jak w amoku robiąc pięćdziesiąte zdjęcie tego samego miejsca wołając "Eliza patrz jakie piękne światło!" albo "Widzisz jaki morze ma teraz kolor?!"
Eliza na początku patrzyła na mnie jak na wariata ale sama w końcu musiała przyznać, że widoki były przepiękne... 

 










Właśnie przy tak deszczowo-burzowej pogodzie morze wygląda najlepiej. Wiatr, szum wody, ciemne chmury i przebijające się słońce tworzą niesamowitą atmosferę. Jeszcze ciekawiej mogłoby być podczas burzy i sztormu. Natomiast białe obłoczki na czystym, błękitnym niebie to nic intrygującego. Nuda. Czasem może więc lepiej, że pogoda nie dopisuje... 

Na pewno opublikuję jeszcze jeden, osobny wpis o kolorach morza i wrzucę więcej zdjęć (choć ich wybór cały czas sprawia mi ogromne problemy).
Przejdźmy jednak teraz do innej kwestii. Chciałabym napisać co nieco o czymś, co skutecznie przeszkadza w podziwianiu nadmorskich krajobrazów. 

 
Hałas, tłok i parawany.
 
W oddali Władysławowo. Im bliżej, tym gorzej...

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że są także miejsca, gdzie jest cicho i spokojnie. Jeżeli ktoś będzie chciał znaleźć takie miejsce to znajdzie. Jednak większość nadmorskich miejscowości przeżywa prawdziwe oblężenie. Wystarczy 10 minut na plaży we Władysławowie aby zaczęła boleć głowa. W mniejszych i mniej znanych miejscowościach jest trochę luźniej, choć nadal głośno. Na jakie "atrakcje" możemy liczyć na nadbałtyckiej plaży?

LOOOOODY! LOOOOOODY!

Naczosy z soseeeem! 

Orzeszki w kaaarmeluuuuuuu!

Gotowaaaaaana Kukurydzaaaaaaa!!!

I tak przez cały dzień. Po pewnym czasie można się jednak przyzwyczaić. Poza tym, przebywając w dużym skupisku ludzkim, można zaobserwować (i usłyszeć) wiele ciekawych rzeczy. 


"Uwolnić jajca!" 
Hasło, które wygłosili pewni dwaj panowie (po ich akcencie wnioskuję, że Ślązacy) było zwieńczeniem żywiołowej dyskusji na temat wyższości bokserek nad slipami. Na plaży panowie mogą nareszcie pozbyć się zbyt obcisłych części garderoby. 
Zostając w temacie złotych myśli, pewna pani stwierdziła też na przykład, że... "Swoją dupę trzeba ogarnąć samemu". Trudno się z tym nie zgodzić. Podobnie jak i z tym, że dzieci nie powinny jeść za dużo słodyczy tak jak córka ciotki sąsiadki, która jest przez to gruba. I ważne jest też to, żeby się niepotrzebnie nie wtrącać w wychowanie cudzych dzieci. No i na koniec można jeszcze się dowiedzieć, że w Bałtyku nie ma wielorybów. Pewien mały chłopiec był tą informacją bardzo rozczarowany.

Poza tym, ile ludzkich dramatów można zaobserwować (lepsze niż serial)! Pretekstem do rodzinnej awantury może być nawet (nie)umyślne obsypanie piaskiem przez współmałżonka. Wtedy trzeba się koniecznie obrazić, wziąć dziecko pod pachę i wynieść czym prędzej z plaży. 

Takie miejsce to prawdziwa szkoła życia! I raj dla socjologów, psychologów lub psychiatrów. 

A teraz gwóźdź programu...

Parawany

 

 
Temat ten wywołuje wiele emocji. Znając zjawisko jedynie ze zdjęć i internetów sama śmiałam się z tego dziwnego zwyczaju odgradzania się od wszystkich parawanem. Kiedy zaś zapytałam Elizę czy na pewno jest to potrzebne, ta z wielkim wzburzeniem odparła, że parawan to absolutna konieczność i musi być. No dobrze, jak musi to musi. Kłócić się nie będę.
Jako kompletny laik w tej kwestii nie wiedziałam również wielu innych, niezwykle ważnych rzeczy. Nie wiedziałam na przykład tego, że trzeba mieć ze sobą specjalny młoteczek do wbijania w piasek parawanowych kijków (my jednak używałyśmy w tym celu kamienia). Charakterystycznym odgłosem na polskiej plaży jest właśnie wszechobecny stukot tych młoteczków. 

 

 
Samo rozłożenie parawanu to jeszcze nie wszystko. Trzeba się jeszcze potem... okopać! 
Niektórzy z niesamowitą pieczołowitością budują istne fortece z wałami obronnymi, barykadując się często ze wszystkich czterech stron świata. Zdarza się także, że warowni pilnuje dzika bestia (czyli pies typu York). I niech tylko ktoś spróbuje podejść zbyt blisko! 
 

 
I tak zamiast morza widać same parawany. Przyznaję jednak, że się przydają. Kiedy wieje zimny wiatr można się osłonić takim parawanem i jest dużo cieplej (kto by pomyślał!). A zimny wiatr wieje tutaj nader często. Było to dla mnie odkrywcze i zupełnie nowe doświadczenie. W końcu... podróże kształcą! 

Kolejnym ciekawym faktem jest to, że ten cały hałaśliwy tłum i parawany bardzo szybko potrafią znikać. Wystarczy duża, ciemna chmura, która zawiśnie nad plażą i w ciągu pół godziny nikogo już tam nie będzie.

 

Wystarczy tylko taka jedna chmurka. Nie wiadomo dlaczego nagle wszyscy zaczynają pakować swoje łopatki, wiaderka i parawany.

 
Jedzenie.

Wiem, że większość z tego co można nad morzem zjeść jest niezdrowe i tuczące. Nie poradzę jednak nic na to, że wszystko smakuje po prostu obłędnie! Na pewno to morskie powietrze tak zaostrza apetyt...
 

Pierwszego gofra pożarłam niczym wygłodniały zwierz. Potem się uspokoiłam.

Osoby będące na diecie mogą przeżywać tu istne katusze. Ilość fastfoodów, restauracji, wędzarni, lodziarni jest ogromna a od zapachów, które się stamtąd wydobywają można dostać ślinotoku. 
 

 
Ryby... Niebo w gębie. 
Wiem, że pewnie wcale nie są tak świeże jak wszyscy mówią. Być może więkoszość z nich wcale nie pochodzi z Bałtyku. Nie zmienia to jednak faktu, że smakują niesamowicie. Zwłaszcza te wędzone... 

 

 
Podobyt nad Bałtykiem oddziaływuje także na inne nasze zmysły. Niestety w niektórych przypadkach mniej pozytywnie. Zawsze myślałam, że każdy człowiek posiada (w jakimś stopniu) pewną wrażliwość estetyczną. Niestety, w pewnych momentach można całkowicie w to zwątpić.

 
Pamiątki znad morza.

 
Czasem aż oczy bolą. We wszystkich nadmorskich sklepach i straganach niezwykle rzadko można znaleźć coś ładnego i oryginalnego. Króluje natomiast plastik i tandeta. Najstraszniejsze jest jednak to, że ludzie to wszystko kupują. I na dodatek im się to podoba! 
Na przykład takie magnesiki z imionami na lodówkę: słońce w rogu, błękitne morze i niezwykle wyszukane liternictwo typu Comic Sans. Podchodzę i pytam zrezygnowana: "Matko.... Kto to projektuje?!", po czym pojawia się grupka ludzi z euforycznym okrzykiem "Aaaaa! Jakie to ładne!". 
Tyle w tym temacie.  

 

Diamentowe serca. Muszą być niesamowicie popularne bo są praktycznie wszędzie. Coś pięknego! 


A może balonika od Ironmana? 


Tutaj komentarz jest już zbędny... 


Przyznam się, że ta plastikowa pani przecudnej urody nawet mnie rozbawiła. Duży plus za fantazję. 


To już chyba najładniejsze z tego wszystkiego... 

 
Porady końcowe

Na koniec, kilka ważnych kwestii, których poznanie znacznie zmniejszy ryzyko wielu rozczarowań. 

Jedź w nocy.
Jeżeli podróżujesz samochodem to nad morze najlepiej jechać w nocy lub bardzo wcześnie rano. Wtedy można spokojnie dojechać tam z Łodzi w ok. 4 godziny. Droga powrotna natomiast była koszmarem w moim przypadku. Stwierdziłam bowiem, że w samym środku długiego weekendu tłumów jadących w stronę Łodzi na pewno nie będzie i ruszyłam w podróż za dnia. To był błąd. Pierwsze 30 kilometrów jechałyśmy przez 3 godziny... a potem nie było wcale dużo lepiej. Także uprzedzam, żeby nie popełniać tych samych błędów. Chyba, że ma się ze sobą taką Elizę, która potrafi uspokoić: "Nie denerwuj się", "Oddychaj głęboko", "Jesteś zrelaksowana po urlopie", "Nigdzie nam się nie spieszy". Gdyby nie to, na pewno szlag by mnie trafił.

Poćwicz parkowanie.
Miałam nieco szczęścia, ponieważ przy naszej kwaterze było miejsce na samochód dla każdego z gości. Ciasno było strasznie i Eliza musiała mnie wspomagać, żebym w ogóle mogła wyjechać ale i tak było nieźle w porównaniu z parkingiem naszych sąsiadów. 

 

 
Jeżeli nie jesteś mistrzem parkowania, to w niektórych sytuacjach możesz się lekko zdenerwować. 

Słuchaj Disco Polo.
Jest spore prawdopodobieństwo, że gdziekolwiek nad Bałtykiem nie wylądujesz, w bliskiej okolicy będzie impreza w rytmie disco polo (czasem nawet z muzyką na żywo i tańcami). Fani takich klimatów na pewno się w takiej sytuacji odnajdą. Niestety ja do nich nie należę i trochę mnie bolało codzienne słuchanie (na szczęście tylko do godz. 23.00) hitów w stylu"Ruda tańczy jak szalona". Mimo to, na prawdę da się przetrwać. 
 
Zabierz dobre towarzystwo i aparat.
Zmierzając już do końca, wszystkie możliwe niedogodności nie mają większego znaczenia, kiedy wyjeżdżamy z fajnymi ludźmi i odpowiednim nastawieniem. Nawet przy niesprzyjającej pogodzie może być pięknie! Wróciłam z mnóstwem zdjęć a na wielu z nich nawet sama się znalazłam (a nie zdarza się to zbyt często). Eliza okazała się bardzo dobrym i cierpliwym fotografem! 

 
 
Słoneczna Eliza
 
"Chodź załóżmy okulary, żeby wyglądało, że ładna pogoda była..."

 
 
 



Jest i nawet zdjęcie tyłka Pani W :) 


Cytat znaleziony gdzieś we Władysławowie. Lepiej tego ująć nie można... 



 
 



    
 
 
No comments posted...
Leave a Comment
* Name
* Email (will not be published)
*
* Enter verification code
* - Reqiured fields
 
Older Post Home Newer Post
                                                                                                                                                                                                                             
Pani Walczak Pani Walczak Pani Walczak Pani Walczak
Pierwsze wakacje z bliźniakami
Kącik dla bliźniaków
(Narko) Szydełko
Listopadowy Berlin
"Zaćmienie" - Paleta.
Jaki kolor ma morze?
Pani W nad polskim morzem
Lato - Pejzaż malowany Ziemi Łódzkiej.
Rowerem dookoła Zalewu Sulejowskiego
Jak to się robi? Część 2: Linoryt
Beskid Mały: Drwale i jaskiniowcy.
Wystawa Stowarzyszenia Artystów "Młyn" we Włocławku
Smreczyński
Jak to się robi? Część 1: Skarpetki
Słoiczkowy upgrade
Epic Love
ROMA (04-06.XII.2015)
Mountains Lover
Jak zorganizować wesele... i nie wydać fortuny
Ekspresji i liryki ciąg dalszy
Tatry Zachodnie 4-6.IX.2015
Beskid Niski (2014) czyli...
Viva L'Italia! Part 2
Dzień w którym zostałam Panią W. (27.06.2015)
Viva L'Italia! Part 1